Bloom
Porównanie

LeafSnap czy Bloom: która aplikacja najlepiej rozpozna i zadba o Twoje rośliny?

LeafSnap czy Bloom? Przetestowałam obie aplikacje do identyfikacji roślin na moich własnych, prawdziwych roślinach i powiem Ci prosto z mostu, która z nich jest warta zachodu.

przez Maria Leticia 8 min czytania
LeafSnap czy Bloom: która aplikacja najlepiej rozpozna i zadba o Twoje rośliny?

W moim życiu powtarza się pewna scena i muszę przyznać, że ją uwielbiam: ktoś wręcza mi roślinę w prezencie – bez etykietki, nazwy, instrukcji, tylko z mnóstwem uczucia. Dokładnie tak samo pojawiła się najnowsza: przepiękna, liściasta piękność, którą przyniosła mi sąsiadka, mówiąc „bo pasowała do Twojej kuchni”. I rzeczywiście pasowała. Ona ma świetne oko do takich rzeczy. Ale biorąc pod uwagę moje doświadczenia z sukulentami, które nie przetrwały, pilnie potrzebowałam wiedzieć, kim jest ta dama i ile wody pije. Więc z nią w ramionach, porównałam dwie kolejne aplikacje: Bloom, którą stali czytelnicy już dobrze znają, i LeafSnap, jedną z najczęściej pobieranych nazw na świecie, jeśli chodzi o identyfikację rośliny ze zdjęcia.

Krótka wersja dla tych, którzy się spieszą

Szybkie podsumowanie, bez szczególnej kolejności preferencji:

  • Chcesz przypomnień o podlewaniu, roślin pogrupowanych według pomieszczeń i uczucia, że masz towarzystwo: Bloom.

  • Jesteś ciekaw grzybów i chcesz mieć ich identyfikator w tej samej aplikacji: LeafSnap, wierz lub nie, ma taką funkcję.

  • Chcesz, aby każde zdjęcie zamieniało się w pełny profil, niemal mini-lekcję o roślinie: Bloom.

  • Chcesz dokładnej ilości wody w mililitrach i wskaźnika kondycji dla każdej rośliny: Bloom.

  • Nie przeszkadza Ci życie z reklamami w darmowej wersji: LeafSnap pozostaje w ten sposób użyteczny.

  • Chcesz otworzyć aplikację i nie być niczym przerywany, od początku do końca: Bloom.

Jeśli chcesz wiedzieć, co kryje się za każdą z tych linijek, zostań ze mną, bo historia jest tego warta.

Jak wyglądało poznawanie Bloom

Powitanie, które stało się jej znakiem rozpoznawczym

Każdy, kto śledzi moje porównania, zna schemat: Bloom otwiera się z Pipem, tą małą postacią 3D z roślinną buzią i dużymi oczami, która wita Cię jak ktoś, kto otwiera swoje drzwi. Pierwsze ekrany pokazują, co potrafi aplikacja: identyfikuje rośliny w sekundy, przypomina o podlewaniu, diagnozuje choroby. Następnie pojawia się ekran z dokładnością, poparty niezależnymi testami, i ocena, jaką przyznała jej społeczność, wraz z uwagami od osób już z niej korzystających. I to wszystko, jesteś w środku. Nie zapytała mnie o nic, ani ile mam roślin, ani jaki jest mój poziom umiejętności, co szczerze mówiąc, było ulgą.

Bloom zamienia zapisaną roślinę w jej własną małą historię

Bloom zamienia każdą zapisaną roślinę w jej własną historię, wraz z zadaniami i postępami

Moment prawdy z rośliną mojej sąsiadki

Skierowałam aparat na tajemniczą zieleń, a Pip pojawił się ze swoją lupą, przyjmując tę detektywistyczną pozę, którą uważam za uroczą. Czekanie trwa kilka sekund i czuje się jak objawienie. Warto dodać: możesz wejść, zidentyfikować i dodać dwie rośliny do swojego ogrodu bez rejestracji, więc test odbywa się przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji.

Ekran identyfikacji Bloom z Pipem i jego lupą

Ekran identyfikacji Bloom z Pipem i jego lupą

Potem przyszła pełna odpowiedź: procent dopasowania od razu na górze, nazwa potoczna, nazwa naukowa oraz zakładki przegląd, pielęgnacja i botanika tuż poniżej. Na tym samym ekranie miałam już częstotliwość podlewania, rodzaj światła, zakres temperatur i idealną wilgotność, a także ostrzeżenie o toksyczności dla kotów, psów i dzieci, co jest na wagę złota w domu ze zwierzętami. To nie była tylko nazwa. To było oficjalne przedstawienie. Odeszłam od tego ekranu wiedząc, jak dbać o roślinę, której dziesięć minut wcześniej nie potrafiłam nawet nazwać.

Kompletny profil rośliny w Bloom

Kompletny profil rośliny w Bloom

Woda w mililitrach i wskaźnik kondycji

To była część, która naprawdę mnie zachwyciła. W profilu rośliny, Bloom pokazuje wskaźnik kondycji od 0 do 100 i ilość wody w mililitrach, obliczoną dla konkretnej rośliny, doniczki i miejsca w domu, z przyciskiem do ponownego przeliczenia, jeśli przeniesiesz doniczkę gdzie indziej. Całe życie podlewałam „na oko”. Widok rzeczywistej liczby na ekranie zrobił więcej dla mojej „ciężkiej ręki” niż jakakolwiek rada, jaką kiedykolwiek otrzymałam.

Profil rośliny Bloom pokazujący wskaźnik kondycji i podlewanie w mililitrach

Profil rośliny Bloom pokazujący wskaźnik kondycji i podlewanie w mililitrach

Ogród, który mieści się w dłoni

Zapisałam nowicjuszkę, Bloom zapytała, w którym pokoju będzie mieszkać, i dostosowała przypomnienia do tamtejszego światła. W zakładce „Mój ogród” ustawiła się w kolejce z weteranami, każda z kolejnym zadaniem zapisanym z przodu i alertem o zaległym podlewaniu bezpośrednio na karcie. Paproć przy kuchennym oknie, niegdyś moja największa wstyd, teraz przewodzi tej liście jak kapitan drużyny. Sprawdzanie tego ekranu rano jest oficjalnie częścią mojego rytuału picia kawy.

Zakładka „Mój ogród” w Bloom z listą roślin

Zakładka „Mój ogród” w Bloom z listą roślin

Jest też menu szybkich akcji, którego używam częściej, niż się spodziewałam: identyfikacja rośliny, diagnozowanie chorób, mierzenie światła w pomieszczeniu, identyfikacja chwastów, sprawdzanie toksyczności i sprawdzenie potrzeb wodnych. To właśnie miernik światła w końcu wyjaśnił, dlaczego mały kącik obok półki z książkami nigdy się do niczego nie nadawał.

Menu szybkich akcji Bloom

Menu szybkich akcji Bloom

Jak wyglądało poznawanie LeafSnap

Zanim przywitanie, reklama

Opowiem Ci dokładnie, jak to było, bo pierwsze wrażenia mówią wiele. Otworzyłam LeafSnap po raz pierwszy i, zanim zobaczyłam choćby jeden listek, wyskoczyła pełnoekranowa reklama innego produktu. Nie widziałam jeszcze wnętrza aplikacji, a już oglądałam reklamę. Potem przyszło właściwe powitanie, całkiem ładne zresztą, z odznaką dla ponad 5 milionów zadowolonych użytkowników. Nic z tego nie przeszkadza w korzystaniu z aplikacji i wszystko zamyka się jednym dotknięciem, ale dotarłam do drzwi wejściowych z uczuciem, że ktoś próbował mi coś sprzedać przez całą drogę.

Ekran powitalny LeafSnap

Ekran powitalny LeafSnap

Oferta pojawia się wcześnie, ale możesz ją pominąć

Zaraz potem pojawia się ekran subskrypcji LeafSnap, i tutaj muszę im oddać, że są klarowni: oferta jest napisana dużymi literami, bez drobnego druku, obiecując nieograniczony dostęp, brak reklam, zaawansowaną identyfikację i przewodniki pielęgnacyjne. Możesz ją odrzucić małą strzałką i kontynuować w wersji darmowej, co zrobiłam najpierw, bo chciałam zobaczyć, jak wygląda życie bez subskrypcji.

Darmowa wersja działa, ale dzieli przestrzeń z reklamami

Ekran główny LeafSnap ma przyjazne kategorie do eksploracji (kwiaty, warzywa, kaktusy i sukulenty, drzewa), sekcję dla początkujących oraz skróty do identyfikacji i diagnozy na dole. Z tym, że w darmowej wersji, pierwszym „mieszkańcem” ekranu była reklama wideo gry telefonicznej, umieszczona nad każdą rośliną. Roślina mojej sąsiadki została zidentyfikowana poprawnie, to muszę przyznać, ale czułam się, jakbym odwiedzała ogród z billboardem posadzonym pośrodku.

Ekran główny LeafSnap w darmowej wersji, z reklamą

Ekran główny LeafSnap w darmowej wersji, z reklamą

Zasubskrybuj, a stanie się inną aplikacją (z identyfikatorem grzybów!)

Zasubskrybowałam, żeby zobaczyć różnicę, i jest ona natychmiastowa: reklamy znikają, pojawia się baner z podziękowaniem, a aplikacja wita Cię słodkim „dzień dobry, miłośniku roślin”. Ekran staje się czysty, z licznikami roślin, notatkami i zadaniami na dany dzień. I właśnie podczas przeglądania tej wersji znalazłam narzędzie, które już bawiło mnie w innym teście: identyfikator grzybów. Każdy, kto czytał moją recenzję Plantify, pamięta tego bezczelnego małego grzyba, który wykiełkował w doniczce paproci po deszczowym tygodniu. Dawno go już nie ma, więc nie miałam jak powtórzyć eksperymentu tutaj, ale dla porządku, LeafSnap służy również osobom, które spotykają tego rodzaju niespodzianki w doniczce, oprócz miłośników wędrówek i szlaków.

Ekran główny LeafSnap w wersji subskrybowanej, bez reklam

Ekran główny LeafSnap w wersji subskrybowanej, bez reklam

Porównanie punkt po punkcie

Identyfikacja roślin ze zdjęcia

Obie poprawnie zidentyfikowały roślinę mojej sąsiadki, więc żadna się tutaj nie kompromituje. Różnica tkwi w tym, co dzieje się po dotknięciu ekranu. LeafSnap podaje nazwę i kilka wskazówek, a w wersji subskrybowanej obiecuje bardziej zaawansowaną identyfikację, plus bonus w postaci grzybów. Bloom rozpoznaje ponad 35 000 gatunków, trafia prawidłowo w około 9 na 10 przypadków według niezależnych testów, i oferuje ten hojny profil, z pochodzeniem, ciekawostkami, praktycznymi instrukcjami i ostrzeżeniem o toksyczności dla zwierząt domowych i dzieci. Jeśli chcesz tylko nazwać roślinę, obie aplikacje spełnią swoje zadanie. Jeśli chcesz zrozumieć istotę żyjącą z Tobą, Bloom opowiada znacznie pełniejszą historię.

Codzienna pielęgnacja

To tutaj różnica jest naprawdę widoczna. Bloom została zaprojektowana, by żyć obok Ciebie: harmonogram pielęgnacji, który rozdziela to, co zaległe, to, co do zrobienia dzisiaj i to, co nadchodzi, z podlewaniem, nawożeniem, przycinaniem, obracaniem, przesadzaniem, a nawet zdjęciami śledzącymi postępy. Rośliny są posortowane według pomieszczeń, a następne zadanie jest zawsze widoczne po otwarciu aplikacji. LeafSnap ma przewodniki pielęgnacyjne, obszar diagnozy i licznik zadań w wersji subskrybowanej, więc nie jest pusty, ale jego rutyna jest cichsza, bardziej przypomina książkę referencyjną niż towarzysza. W ciągu tygodnia testu, to Bloom przypomniała mi o podlaniu bazylii na czas. LeafSnap była tam, gdy o coś zapytałam; Bloom rozmawiała ze mną, zanim jeszcze przyszło mi to do głowy.

Harmonogram pielęgnacji Bloom z zadaniami na dany dzień

Harmonogram pielęgnacji Bloom z zadaniami na dany dzień

Doświadczenie z użytkowania

Bez owijania w bawełnę: w Bloom nic Cię nie przerywa. Rozmowa z Pipem płynie, ekrany są czyste, a cała aplikacja sprawia wrażenie posprzątanej na Twoje przyjście. W LeafSnap darmowa wersja opłaca się reklamami, w tym tą pełnoekranową reklamą tuż przy wejściu, co dla mnie było najtrudniejsze do przełknięcia. Sprawiedliwie jest powiedzieć, że po zasubskrybowaniu, LeafSnap jest przyjemny w użyciu. Ale Bloom jest przyjemny już od pierwszego dotknięcia, a pierwsze wrażenia się liczą.

Ciekawostki i dodatki

Ten punkt trafia do LeafSnap pod względem czynnika zaskoczenia: identyfikator grzybów i kategorie do eksploracji gatunków według typu to dodatki, których Bloom nie ma w takim formacie. Po stronie Bloom, dodatkiem, który mnie przekonuje, jest głębia przewodników: podlewanie, światło, gleba, temperatura, idealna doniczka, rozmnażanie, a także sekcja botaniki z klasyfikacją, symboliką i kwitnieniem, a do tego ryzyka chorób gatunków podzielone na wysokie, umiarkowane i niskie. To lektura, którą czytam dla przyjemności, a nie z obowiązku. Jest też historia pielęgnacji ze zdjęciami postępu, która stała się moim ulubionym albumem w telefonie. Każda ma swojego asa, tylko w bardzo różnych obszarach.

Dla kogo jest każda z aplikacji?

Bloom jest dla Ciebie, jeśli...

Chcesz czegoś więcej niż tylko identyfikatora: chcesz aplikacji, która pamięta za Ciebie o podlewaniu, mówi, ile mililitrów wody potrzebuje dana roślina, nadaje każdej wskaźnik kondycji i organizuje wszystko według pomieszczeń. Łatwo irytują Cię reklamy i wyskakujące okienka. Dopiero zaczynasz i chcesz czuć się towarzyszony, a nie testowany.

LeafSnap jest dla Ciebie, jeśli...

Nie przeszkadza Ci oglądanie reklam, podczas gdy decydujesz, czy zasubskrybować. Lubisz przeglądać gatunki według kategorii i pomysł identyfikowania grzybów podczas weekendowej wędrówki wydał Ci się kuszący. Szukasz raczej kieszonkowego konsultanta niż rutynowej pielęgnacji.

Moja szczera konkluzja

LeafSnap zaskoczyła mnie, gdy natknęłam się na identyfikator grzybów – funkcję, którą już wcześniej aprobowałam w innej aplikacji i z przyjemnością ponownie spotkałam. Do identyfikacji gatunków i eksploracji kategorii spełnia swoje zadanie, a miliony jej użytkowników się nie mylą.

Byłabym jednak nieuczciwa, gdybym pominęła resztę: aplikacją, która ponownie zadbała o moje rośliny razem ze mną, była Bloom. Nadała liściastemu prezentowi od sąsiadki imię i adres, zaznaczyła podlanie bazylii, zanim wkroczyła moja zwykła zapominalskość, powiedziała mi w mililitrach, ile wody potrzebuje każda doniczka, i nauczyła mnie na pamięć, ile światła oferuje każdy zakątek mojego domu. LeafSnap otwierałam, by zadawać pytania; Bloom zadawała je za mnie. A każdy, kto zabił sukulenta z czystej niefrasobliwości, zna wartość aplikacji, która nie czeka, aż sobie przypomnisz.

Jeśli Twój plan to identyfikowanie roślin od czasu do czasu i przeglądanie kilku kategorii, LeafSnap sprawdzi się świetnie. Jeśli jednak chcesz prawdziwego towarzysza dla swoich roślin, takiego, który Cię wita, uczy i nigdy nie przerywa reklamą, Bloom to mój wybór. Roślina mojej sąsiadki, która teraz ma imię, nazwisko i przypomnienie o podlewaniu, zgadza się ze mną.

A jeśli pewnego dnia Twoja paproć znów zacznie wyglądać radośnie, będę szczęśliwa razem z Tobą.


Ta recenzja została napisana po użyciu obu aplikacji w prawdziwym życiu, na iPhonie. Funkcje, oferty i języki mogą się różnić w zależności od regionu i daty pobrania.

Powiązane artykuły